Wyszła z pociągu, z przedziału dla palących. Idąc szybkim krokiem zapaliła papierosa. Malboro. Czerwone Malboro, miała do nich słabość. Uwielbiała to uczucie, kiedy dym z papierosa przedostawał się do jej płuc i z powrotem był wydychany w powietrze. Ostatni wdech. Jej źrenice przybrały nienaturalny rozmiar.
- No to zaczynamy wszystko od nowa, Elizabeth. Daj z siebie wszystko. Nie spieprz tego tym razem. - pomyślała i udała się w stronę starszej pani, która trzymała tekturową tabliczkę z imieniem. Jej imieniem...